Dla tych co nie wiedzą - w lipcu 2007 aplikowałem do Google w Irlandii. Poniżej przedstawiam krótki opis wrażeń spisanych na bieżąco z Dublina.
Wstęp
Ogolnie - nie było najgorzej, ale było (dość) ciężko. Po 5 przesłuchaniach, nawet jeśli w między czasie byl jakiś obiad, człowiek jest naprawde zmęczony. Tym bardziej, że pytania nie były łatwe... były dość dociekliwe i szczegółowe.
Miałem pięć sesji. Pierwsza z Francuzem, potem przyszedł czas na Włocha, następnie był (chyba) Hiszpan, potem Anglik, a na koniec obywatel RPA.
Każda dotyczyła innego zakresu wiedzy, ale tak naprawde to dużo z pytań się powtarzało.
Ogólnie jestem zadowolony. Wiedziałem naprawde sporo, wypadłem "poprawnie" - miałem problemy tylko w wypadku jednej z sesji (dot. "wnętrzności" systemu i jakis szczegółów dot. TCP/IP) ale "tyle o ile" udało mi się wybrnąć :)
Jedzonko
Kantyna (bo tak to się tutaj nazywa) jest naprawde spora i ma ogromny wybór jedzenia - darmowe dla pracowników i gości. Zjadłem kawałek jakiejś pieczeni, troche klusek (chyba to były kluski) i sałatke. Nie chciałem dużo jeśc ani testować czegoś nieznanego, ale patrząc po tym co mieli do zaoferowania, narzekać nie można - jakość, ilość i zróżnicowanie. No i można wziąć sobie piwo (nie ma polskiego, ale podobno czasem sie pojawia).
W godzinach szczytu panuje tam taki tłok, że mają specjalną kamerę, z której obraz dostępny jest w sieci - można zobaczyc długość kolejki :)
Przesłuchania
Były bardzo szczegółowe. Głównie techniczne - była jedna "gra" psychologiczna, jakieś "zabawy" z wyliczaniem tzw. RTT między komputerami (jako tako mi to poszło) i sporo pytań typu "jest taki a taki problem, co robisz". Jednego z "przesłuchujących" udało mi się zagadać do tego stopnia, że nie nadążał notować :)
Poza czystym "testowaniem" na koniec było około 5 minut na luźną rozmowę. Najbardziej "użyłem" sobie na sam koniec, z "afrykanerem" - byłem zmęczony na tyle, że na inteligentne pytania nie miałem siły, więc zeszło na pogodę, piwo i fakt, że drugim językiem w Irlandii jest język polski - o czym świadczy chociażby fakt, że:
- jest dużo reklam w naszym języku (np. na autobusach - poszukaj w galerii)
- menu są często w języku polski
Język
Co mnie ucieszyło - nie miałem żadnych problemów! :) Najlepiej rozmawiało mi się z Anglikiem i obywatelem RPA (biały, tak na marginesie). Najgorzej - Hiszpan... zresztą sam się przyznał, że u niego nie bardzo z angielskim... ale może dzięki temu udało mi się przekazać naprawdę sporo. Ogolnie - pomijając osoby, które władały angielskim od dziecka - wypadłem powyżej średniej :)
Hotel
Uhh... w czterogwiazdkowym (takim prawdziwym, a nie "pięciogwiazdkowym" egipskim, który jedną gwiazdkę dostał za odległość od morza, a drugą za brak robactwa) to jeszcze nigdy nie spałem :) Tzw. "full wypas" - wszystko czego trzeba. Klub fitness na dole, wieeelkie łóżko (a nawet dwa - mam pokój trzyosobowy) i maszynka do lodu na korytarzu :)
Pogoda
Jak przyleciałem w środę było duzo cieplej niż w Warszawie przed wylotem - wręcz upalnie. W czwartek pogoda zaczęła się zmieniać - zrobiło się lekko chłodniej i widać było nadciągające chmury. W piątek od czasu do czasu padał "szałerek" - nic wielkiego - troche kropel z nieba, którymi nikt się nawet nie przejął.
Irlandia
Cóż... nawet, nawet :) Dość podobna do Polski (duuużo reklam dla Polaków, wszędzie słychać nasz język). Jedzenie w miare normalne.
Ciekawie (i bardzo podobnie do Wielkiej Brytanii) wygląda tutaj sposób przechodzenia na przejsciach dla pieszych. Otóż światło zielone oznacza, że można iść bo nic nie jedzie. Czerwone - można iść *o ile* nic nie jedzie - z tego powodu bardzo często ludzie przechodza na czerwonym, nawet jesli na skrzyżowanie własnie wjeżdza Garda (tutejsza policja). Cóż... muszę przyznac, że do czego jak do czego, ale do tego można się łatwo przyzwyczaić :)
Ceny
Porównanie z Polską nie wypada jakoś strasznie. Zaczynając od najprostszych rzeczy... paczka chusteczek w Polsce (w kiosku) kosztuje circa 50 groszy od sztuki - tutaj 50 centów - 4 razy drożej :) Puszka Coli w dość drogim sklepie - 99c (porównujac do np. 2.5 PLN w niektórych sklepach w Polsce nie wypada to już tak źle). Duuuża kanapka, robiona na miejscu kosztuje circa 3 Euro. Piwo :) najdroższe to Tyskie i Lech (z segmentu cenowego "piwa importowane dla normalnego zjadacza chleba") - 2.79 Euro, Guiness 2 Euro. Obiady na miescie można dostać już za około 10 Euro (duzo jedzenia i nawet dobre - jakies Fish&Chips). Zestaw (rozszerzony) w McDonald's kosztuje 6.40 Euro :)
Zdjęcia
Udało mi się zrobić kilka zdjęć - galeria jest tutaj: http://pjs.name/gallery/Trips/2007/Dublin/.
Efekty
Nic konkretnego - "You were very good, but... We'll call you back... Take care!" :)
Pytania?
Napisz proszę o czym mam napisać - może bede mógł cos naskrobać.

